Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Wycinek z życia Esto-latki ;-) czerwiec 19, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Codzienność z Chi-Chotem ;-D — Wiesia @ 8:39 pm

***

Na noc zostałam Sama. W sumie to dziwne, że taka duża dziewczynka jak ja, gdy zostaje w nocy Sama, przerażona jest jak dziecko. Słyszę wciąż jakieś stukoty, chichoty i szelesty. Samotne noce nie zdarzają mi się często, więc zawsze przewidująco dobrze się do nich przygotowuję.

Tak więc.

      Późnym wieczorem, gdy stało się już jasne, że siostrzyczka, korzystając z nieobecności rodziców,  na noc zabunkruje się u Misia, wyszłam na balkon i wpuściłam do domu Psa.  Tu dodam, że za Psem akurat nie przepadam, i on to dobrze wie. Wie także, że latem jego miejsce jest w ogródku. Widziałam po minie, że go tym wpuszczeniem do domu wprawiłam w lekkie osłupienie …. że niby taka dobra Pani jestem.

     Dalej, postępując zgodnie z zasadą Wzajemności, jako jednej z najskuteczniejszych technik manipulacyjnych, osobiście dałam Psu kolację, na którą, poza nawiasem, złożył się mój ostatek mleka z kartonu i piętka chleba. Cóż, pomyślałam, że wolę iść spać głodna, niż ze świadomością, że w razie czego nie ma mnie kto bronić, bo Pies mnie Nie Lubi.

      Mając nadzieję, że Psa udało mi się zmanipulować, uspokoiłam się nieco, i zdecydowałam nawet, że na noc nie włączę światła w korytarzu. Na koniec walnęłam sobie jeszcze drinka, po czym położyłam się spać z nadzieją, że jakby co, Pies mnie ostrzeże szczekaniem.

Plan awaryjny mam już od dawna opracowany: w razie włamania, łapię komórkę, rzucam się do okna, i wyskakuję na dach. Nie zdecydowałam się jeszcze, czy wkładam przy tym kapcie, czy nie. W sumie to niepotrzebna strata sekundy … ale z drugiej strony, biegać boso nocą po dachu, wcale mi się nie uśmiecha. Tak więc … wyskakuję na dach, stamtąd – na taras, i .. uciekam w las, aby, już w pewnym bezpiecznym oddaleniu, pod osłoną ciemności zaalarmować z komórki policję.

<  W drugiej wersji, prosto z dachu, wpadam do sypialni sąsiada, i tam proszę go o pomoc w wzywaniu policji. Ponieważ jednak sąsiad mógłby dostać na mój widok zawału, nie jestem pewna, czy komplikować sobie jeszcze całą sprawę ewentualną koniecznością wzywania pogotowia. Dwie syreny w ciągu nocy to nawet jak dla mnie troszeczkę za dużo.  >

 ***

Na szczęście Noc minęła mi nawet nie najgorzej, chociaż kilka razy budziłam się i nasłuchiwałam ze ściśniętym żołądkiem. Mój strach to naprawdę nie żarty. Ponieważ ja śpię na górze, a Pies na dole, musiałam co jakiś czas na niego gwizdać, żeby upewnić się, że ciągle Jest.  Był.  Poznawałam po szeleście, z jakim układał się do zmiany pozycji. Generalnie w ogóle nie wyobrażam sobie takiej nocy bez Psa. Pewnie w ogóle by jej nie było, bo albo wprosiłabym się do choćby najdawniej nie widzianych znajomych, albo bym była poszła na stację PKP, gdzie zawsze jest dużo ludzi. Takie mam lęki. Na serio.

*****

…. I jakby tej nocy było mało, nad ranem, jakiś koleś rozbudził wszystkich rżnąc na maksa jakąś piłą jakieś deski! To już naprawdę zakrawa na wariactwo, żeby o czwartej nad ranem … ! Przysięgam, że gdybym była facetem, zbluźniłabym go na całą okolicę. A tak to tylko bluźniłam w duchu. Ale za to jak!@@

 

2 Responses to “Wycinek z życia Esto-latki ;-)”

  1. Wiesia Says:

    Fajnie! Wyszło mi że jestem Powietrzem i to fakt, bo najbardziej uwielbiam Wietrzną pogodę ;-)


Leave a Reply