Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Zakonnice przy świętej Annie lipiec 28, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:52 am

* * *

Święta Anna to maciupeńka miejscowość w okolicach mojego dzieciństwa. Sam klasztor trwa niezmiennie od 750 lat, a wokół niego unosi się aura spokoju i uroku. 26 lipca obchodzi swoje urodziny i z tej okazji na Odpust zjeżdżają tłumy pielgrzymów.

Wczesnym rankiem, 26 lipca, wdarłyśmy się do tego świętego zakątka i My: ja, Ania i nasze sławetne Mamy, niosąc ze sobą powiew iście miasteczny.

* * *

- Dziesięć Aniołów i jednego świętego Antoniego proszę – rzuciła po długim namyśle Mama Krysia w kierunku okienka sklepika z pamiątkami.  – A czy są u was te słynne Maści? – dopytywała się z końca kolejki moja Mama. - Są, są! – No to  kupię Trzy! – zakomunikowała mi radośnie, a ja widziałam już w myślach, jak smaruje nimi pół rodziny.

Maści bardzo mnie zaciekawiły. Podobno, wyrabiane przez tutejsze siostry, działają leczniczo praktycznie na Wszystko. Bo siostry z tego zakonu w ogóle są Niezwykłe. Rozmawiać z nimi można tylko przez Kratę, a one same praktycznie nigdy nie wychodzą na zewnątrz. Wiodą wewnętrzne życie pośród murów klasztoru modląc się, gotując i pracując w ogrodzie. Podobno ich zadaniem jest przekazywanie Bogu modlitw ludzi i wypraszanie dla nich łask. Szczególnie często wypraszają narodziny dzieci, i wiele rodzin zjeżdża później z podziękowaniami.

Obok maści, innym tradycyjnym wyrobem jest chleb tatarczany, robiony z tatarczanej kaszy. Podobno bardzo go lubiła moja babcia.

* * *

Tymczasem zakupy trwały i trwały, bo święty Antoni okazał się Krzysztofem, a rodzajów aniołów na oko było kilka tuzinów. W końcu jednak zadowolone mamy usiadły na pobliskiej ławeczce i wydawało się, pogrążyły w pobożnym skupieniu. 

- Ale dlaczego dostałam jakiegoś żółtego? Ja chcę same białe! – wykrzyknęła nagle Krysia. -O, i jeszcze jeden kolorowy! -  wyglądało na to, że kolor szaty anioła stanowi jednak poważny problem. Życzliwie doradziłam, że przecież jeszcze ciągle można je wymienić. Pani z okienka, widocznie przyzwyczajona do podobnych zachowań rzuciła ze zrozumieniem na ladę jeszcze kilka białych aniołków. Przez chwilę trwała cisza.

- Wiesz co, Basiu, one mają jakieś dziwne twarze… – Krysia widocznie postanowiła zrobić dobry interes, i oglądała wszystko dobitnie szczegółowo.  - To się zamieńmy, Krysiu – zagaiła wspaniałomyślnie mama Basia. – Ty mi daj tego z gitarą, a ja ci dam z trąbką.

Okazało się, że aniołki różnią się też trzymanym sprzętem grającym. Krysi zdecydowanie podobały się Harmonie. 

Wymiana Harmonii na Trąbki spowodowała nieco komplikacji.

* * *

Udało nam się porozmawiać przez słynną Kratę z siostrą Helenką, i szczerze mówiąc, tak wesołej istoty nie widziałam już dawno. Wydawało się że stanowi połączenie radości, śmiechu, zrozumienia i spokoju. A ręce miała takie gorące, że gdy żegnałyśmy się przez kratę, wydawało się, że płoną.  

* * *

- Wiesz co, zdecydowałam jednak, że chcę tego z trąbką – oznajmiła na koniec Krysia, ale czas gonił, i trzeba było podnosić się z ławeczki.

Pomyślałam, że nie ma to jak Rodzina.  Zadowolona, podążyłam za resztą. ;-)  

@@

 

Telewizja i Clark Gable lipiec 21, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Codzienność z Chi-Chotem ;-D — Wiesia @ 9:11 pm

Telewizja.

     Drugie dno życia, widziane od strony mojego pokoju, często pomaga jako zagłuszacz. Do niedawna najbardziej bawiły mnie polskie programy komediowe typu Kiepscy i 13 Posterunek; śmiałam się przy nich do łez. Żeby doczekać do Daleko od noszy, co środę byłam w stanie nie spać do wpół do dwunastej. Serio. Chociaż na szczęście ostatnio przerzucili się na normalniejsze godziny.

Bardziej dojrzała część mojej osoby reaguje na to pobłażliwie-lepkim uśmiechem. Złośliwie przypominam jej wtedy, że jak byłam młodsza, pasjonowała mnie Esmeralda. A z zagranicznych w porównywalną wesołość wprawiał mnie tylko Jaś Fasola. Cośkolwiek mądrzejszego, chociażby Allo Allo, powodowało już mniejszy aplauz.

     Drugim filarem mojej Telewizji, choć może to się wydać dziwne, są programy informacyjne. Ich szum równie kojąco na mnie wpływa jak głupkowatość w poprzednich. Z tego powodu, jak nic śmiesznego akurat nie leci, włączam Łódź 3. Szumi, aż miło.

    Jak już zupełnie mam dość, bo nie leci Nic, wyłączam głos i śledzę kątem oka zmiany na ekranie. Widocznie migające obrazki działają na mnie uspokajająco. Dla równowagi, zwykle czytam przy tym książkę, albo najlepiej równolegle: książkę i ze 2 artykuły. W ogóle lubię czytać coś na zmianę, chociaż wydaje mi się, że to akurat nie najlepszy sysytem jeżeli chodzi o efektywność zapamiętywanych informacji. No ale przynajmniej czuję jakoś tak wtedy, że coś się dzieje.

     Już tak się rozgadałam, że nadmienić muszę, czego najbardziej nie lubię. Otóż najbardziej ze wszystkich i wszystkiego w Telewizji, najbardziej niecierpię Tańca z Gwiazdami. U diabła nie wiem, dlaczego, ale po prostu nie-cier-pię. Jak tylko przez przypadek gdzieś się na niego natknę,  żadna siła nie zmusi mnie do zostawienia kanału. Normalnie 100%-wa alergia.

@@

Poza tym Spokój.

Niedawno, dla relaksu, zrobiłam sobie test, na jaki typ facetów lecę. Wyszło mi, że mój ideał to  szarmancki brutal jak Rhett Butler z “Przeminęło z wiatrem” ( w tej roli Clark Gable ).

Koniecznie potrzebuję wypoczynku. ;-)

@@

 

Nocne bzzyczeństwo lipiec 19, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Codzienność z Chi-Chotem ;-D — Wiesia @ 6:47 am

Łódź dusi sie w piekarniku Lata, a ja razem nią.

Ostatnie Trzy Koszmarnie Upalne Noce były niczym istny horror. Choć i tak sypiam zwyczajowo paskudnie lekko, i Byle Co mnie budzi, okazuje się, że już Byle-bzyczące-Co stanowi przegięcie.

Mowa oczywiście o mikro-robactwie obrzydliwym, latającym, furkoczącym i bzyczącym komarowo-bezczelnie całą noc. Okazuje się, że skrzydełka takiegowoż komara robią w nocnej ciszy Andre tak głośno obrzydliwy furkot, że hej.

Muszyska wstrętne nie zapominają też działać psychologicznie, że za chwilę usiądą i zaczną gryźć. A ponieważ z moją psychiką w nocy jest raczej kiepsko, w pełni te groźby odbieram, i skutki przeżywam w całej krasie.

@      

Po którymś razie tego bzyczenia, usiadłam w końcu na łóżku, i poważnie zastanawiałam się, co mam za chwilę rozwalić.

W przebłysku logiki dotarłam w ciemności do szafy, wygrzebałam wielkie prześcieradło, i zarzuciłam je sobie na głowę. Sposób nie okazał się dobry, bo musiałam jedną ręką przytrzymywać je, żeby nie odciąć sobie dopływu powietrza. Z drugiej strony, myślę, okna nie zamknę, bo też się uduszę…  Zamknęłam.

Zamknęłam, a potem już nie pamiętam, bo było rano. Pewnie straciłam przytomość.

Za to dziś cały dzień pokój trzymam pod kluczem, i mam nadzieję, że Wszystko do wieczora Wyzdycha.

@@

Na pocieszenie dostałam Wolny Dzień ;-0!

Właśnie obiecałam sobie, że nie spędzę go li-i-jedynie przed Telewizją, ale Wypędzę się na Łąkę i tam, szeroko uśmiechnięta, będę się Paść, przy dobrej lekturze, przerwami patrząc na Chmury.

I Jaskółki.

Taaak .. Wdzięcznie Wyginające się po niebie Jaskółki to wspaniały widok! Szczególnie, gdy już się wie, za czym tak Gonią  ;-)

@@@

 

Oficjalny Ochrzan lipiec 11, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 8:06 am

Oświadczam Niniejszym, droga Grzegosławo,

że Przez Ciebie, a dokładnie przez twoje Kolorowe Gustowne Angielskie Żelowe  GWIAZDKI na moich Oknach, od półże roku nie mogę umyć Szyb, bo co się do nich zabieram, to mi SZKODA ICH ODLEPIĆ !!!

Dlategowoż Cię Tutaj, Oficjalnie, Ochrzaniam

Z poważaniem   Wiesłosława

 

Parafraza lipiec 7, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 8:48 pm

Powiem szczerze, że jak tak dalej pójdzie, nie dam rady.

Niestety, ciągle od tak zadziwiająco dawna, wygląda to Tak Samo, nic nie inaczej, i czuję się przez to taka samotna z tymi myślami, że hej. Gdybym mogła wypić pigułkę zapomnienia, nie wahałabym się długo.

Wciąż, zaprowadzam siebie pod tą samą fontannę, i ciągle piję i patrzę w tą samą wodę, i ciągle wypatruję wśród jej nurtów. Martwię się o swoją głowę, bo widzę, że ten czasookres wydłuża się jak z gumy. Martwę się stylem swojego życia, który jest tak bardzo Taki Sam, że nie daję rady już go znosić. Omamy pozostały omamami, i okazuje się, że czas stoi w miejscu akurat tam, gdzie chciałabym, żeby płynął najszybciej. Spowolniłam tempo swojego życia do maksimum, nie mam ochoty na szum i zgiełk, a jednak wygląda na to, że nic nie pomaga.

Patrzę wciąż na ten sam obrazek, tyle tylko, że pod innym kontem wyginam lustro.

Przeraża mnie wariactwo moich marzeń, poraża mnie ich bezdenna fantastyka, zastygam w zdumieniu nad ich treścią i nie daję wiary w ich istnienie. Jednym słowem, poważnie kłębię się ponad ziemią, cała zajęta swoimi chmurami, wśród swoich maślanych spojrzeń, przemierzając bezkresy w poszukiwaniu spokoju.  A wokół tylko huczy morze i wciąż przypomina o jednym, i wciąż. A w głowie roi mi się od ciężaru, który czuję, od ciężaru tego, o czym nie chcę pamiętać.

Gdybym mogła pokazać Ci jedną iskrę @@