* * *
Święta Anna to maciupeńka miejscowość w okolicach mojego dzieciństwa. Sam klasztor trwa niezmiennie od 750 lat, a wokół niego unosi się aura spokoju i uroku. 26 lipca obchodzi swoje urodziny i z tej okazji na Odpust zjeżdżają tłumy pielgrzymów.
Wczesnym rankiem, 26 lipca, wdarłyśmy się do tego świętego zakątka i My: ja, Ania i nasze sławetne Mamy, niosąc ze sobą powiew iście miasteczny.
* * *
- Dziesięć Aniołów i jednego świętego Antoniego proszę – rzuciła po długim namyśle Mama Krysia w kierunku okienka sklepika z pamiątkami. – A czy są u was te słynne Maści? – dopytywała się z końca kolejki moja Mama. - Są, są! – No to kupię Trzy! – zakomunikowała mi radośnie, a ja widziałam już w myślach, jak smaruje nimi pół rodziny.
Maści bardzo mnie zaciekawiły. Podobno, wyrabiane przez tutejsze siostry, działają leczniczo praktycznie na Wszystko. Bo siostry z tego zakonu w ogóle są Niezwykłe. Rozmawiać z nimi można tylko przez Kratę, a one same praktycznie nigdy nie wychodzą na zewnątrz. Wiodą wewnętrzne życie pośród murów klasztoru modląc się, gotując i pracując w ogrodzie. Podobno ich zadaniem jest przekazywanie Bogu modlitw ludzi i wypraszanie dla nich łask. Szczególnie często wypraszają narodziny dzieci, i wiele rodzin zjeżdża później z podziękowaniami.
Obok maści, innym tradycyjnym wyrobem jest chleb tatarczany, robiony z tatarczanej kaszy. Podobno bardzo go lubiła moja babcia.
* * *
Tymczasem zakupy trwały i trwały, bo święty Antoni okazał się Krzysztofem, a rodzajów aniołów na oko było kilka tuzinów. W końcu jednak zadowolone mamy usiadły na pobliskiej ławeczce i wydawało się, pogrążyły w pobożnym skupieniu.
- Ale dlaczego dostałam jakiegoś żółtego? Ja chcę same białe! – wykrzyknęła nagle Krysia. -O, i jeszcze jeden kolorowy! - wyglądało na to, że kolor szaty anioła stanowi jednak poważny problem. Życzliwie doradziłam, że przecież jeszcze ciągle można je wymienić. Pani z okienka, widocznie przyzwyczajona do podobnych zachowań rzuciła ze zrozumieniem na ladę jeszcze kilka białych aniołków. Przez chwilę trwała cisza.
- Wiesz co, Basiu, one mają jakieś dziwne twarze… – Krysia widocznie postanowiła zrobić dobry interes, i oglądała wszystko dobitnie szczegółowo. - To się zamieńmy, Krysiu – zagaiła wspaniałomyślnie mama Basia. – Ty mi daj tego z gitarą, a ja ci dam z trąbką.
Okazało się, że aniołki różnią się też trzymanym sprzętem grającym. Krysi zdecydowanie podobały się Harmonie.
Wymiana Harmonii na Trąbki spowodowała nieco komplikacji.
* * *
Udało nam się porozmawiać przez słynną Kratę z siostrą Helenką, i szczerze mówiąc, tak wesołej istoty nie widziałam już dawno. Wydawało się że stanowi połączenie radości, śmiechu, zrozumienia i spokoju. A ręce miała takie gorące, że gdy żegnałyśmy się przez kratę, wydawało się, że płoną.
* * *
- Wiesz co, zdecydowałam jednak, że chcę tego z trąbką – oznajmiła na koniec Krysia, ale czas gonił, i trzeba było podnosić się z ławeczki.
Pomyślałam, że nie ma to jak Rodzina. Zadowolona, podążyłam za resztą.