Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Sałatka Zwierzchnika sierpień 28, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:30 pm

Najgorzej się w życiu wychodzi, gdy lekceważy się wewnętrzny głos. 

Będąc cała na Tak, bo Smakować miało Smakowicie, osobiście wybrałam najzieleńszy korzeń naciowy łodygi selera i najżółciejszą kukurydzę, na Sałatkę.  ”Mówię Ci, siedzę z tą Sałatką na telewizji, i się objadam! Mogłabym niczego innego nie jeść!!” – taką rekomendację uznałam za wystarczającą.

 A wewnętrzny głos mówił, że przecież połączenie kukurydzy i selera nie może smakować inaczej niż połączenie kukurydzy i selera. Nawet z dodatkiem majonezu.

Sałatkę, (którą zaproponowała mi Gosia, mój niejako zwierzchnik w pracy) jem od wczoraj,wciąż uparcie doszukując smaku.   Zapowiada się, że starczy mi na tydzień. Co najmniej.

 

Dla wszystkich Księżniczek czekających na swoich rycerzy sierpień 26, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:30 pm

Irenuesz Krosny “Królewna i Rycerz” :-)

http://www.youtube.com/watch?v=WYkMdgkJJEE

 

Kohelet i weekend z kotem ;-) sierpień 26, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 11:54 am
     Parafrazując Koheleta:
     Ludzie rodzą się i umierają, pokolenia przychodzą i odchodzą, i nic nowego na świecie pod słońcem.
     Wszystko już było, i powiedzieć to mogę każdej miłości.
     Żaden smutek, na nasze ludzkie szczęście, nie trwa wiecznie.       

     @@

       Na weekend, zostałam grzecznie poproszona o opiekę nad szarym kocurem marki Pers, w mieszkaniu właścicielki. Nawet mnie to ucieszyło, i pomyślałam sobie, że zmiana otoczenia, choć na chwilę, dobrze mi zrobi.   

Zaopatrzywszy się w bagietkę, puszkę tuńczyka, Gingersa i dwa zielone ogórki, wpakowałam się do autobusu nr 99 i – późnym wieczorem, po pracy – wyruszyłam ku Retkini.  Pod klatką, czując się nieco jak włamywacz, z lekkim łomotem serca, jakoś udało mi się otworzyć drzwi właściwym kluczem, i nawet bez przeszkód dotarłam na 1e piętro. Grzebiąc w zamkach, raz-dwa dopasowałam dziurkę do dziurki, pośpiesznie pogratulowałam sobie inteligencji, i jeszcze pośpieszniej, wślizgnęłam się do mieszkania.

Przy czym od razu, mało co nie wdepnęłam na Kota, bo usadowił się nieszczęśnik dokładnie w szparze koło drzwi.

 Piękne bydlę! Patrzył na mnie wielkimi oczami, najprawdopodobniej doszukując się podobieństwa pomiędzy mną i swoją Panią. Ponieważ, jak sądzę, nie za wiele go znalazł, żeby się za bardzo na Wstępie nie speszył, złapałam go za futro, i ludzkim językiem wytłumaczyłam sytuację. W odpowiedzi zaczął mruczeć i poleciał do kuchni. Wyglądało na to, że z jego psychiką jest jak najbardziej w porządku; dla pewności dosypałam mu jednak pokarmu i zmieniłam wodę.

   Uznawszy, że co do Kota, moja robota została zgrubsza odfajkowana, zagłębiłam się we wspomnieniach. Ten kawałek Retkini zawsze wzbudza we mnie nostalgiczną zadumę. (…)

@@

Co do Kota, generalnie zachowywał się w porządku. Jak na Kota oczywiście. Całą noc towarzyszyły mi różnorakie dźwięki, dochodzące raz z kuchni, raz z pokoju, a raz z kociego pyska. Byłam pewna, że rano zobaczę Pobojowisko, bo wyglądało na to, że kot urządza sobie całonocne przemeblowanie.

Później przypomniała mi się moja babcia, która też tak szurała sprzętami, gdy nocowali u niej niechciani goście. Miało to im przypominać, że to Ona się czuje właścicielem mieszkania, i nie da sobie wejść w paradę. Być może Koty też mają taki zwyczaj.

Gdy więc Rano byłam gotowa potknąć się o własne kapcie, zdziwił mnie Niepomiernie panujący wokół Porządek. Powiem więcej: wyglądało na to, że wszędzie jest posprzątane jeszcze bardziej niż wieczorem. Spojrzałam podejrzliwie na kota.. ale ten tylko się odwrócił, i lekceważąco miałknął. Miało to pewnie znaczyć, że mam się nie czepiać. ;-)

@@

 

A mi to się podobają TACY… :-) sierpień 20, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 8:22 pm

http://video.google.pl/videoplay?docid=7899561206202789695 

Tym oto linkiem podsumuję miniony weekend. Koleś mnie powalił; po prostu …Wziął i Się Nagrał.  Zachowuje się tak … jakoś naturalnie … że zachwycona, prześpiewałam z nim całą niedzielę. ;-) Od niedzieli go także Tłumaczę.  Jest Super!

 

Ato de Wyznania Gejszy sierpień 16, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 8:09 pm

   Po obejrzeniu Wyznań Geiszy trwam w uwielbieniu nad japońską kulturą. Jak zwykle, po każdym Dobrym filmie, zachciewa mi się, w natchnieniu, mnóstwa Nowych Rzeczy. Tym razem zachciało mi się Tak:

  • długich, ciemnych włosów
  • kimona
  • dwóch japońskich wachlarzy
  • zapisania się na gimnastykę artystyczną, żeby Też umieć zrobić taki skłon do tyłu
  • całego stosu nowych kosmetyków, a w szczególności pędzla z dziwną białą mazią

Po namyśle, doszłam do wniosku, że najbardziej realnie z tego wszystkiego wyglądają dwa Wachlarze; kimono od biedy zastąpię czymś z garderoby, choćby nocną koszulą, i już mogę zaczynać przed lustrem próby japońskiego tańca.

<Których jednakże opis tutaj dyskretnie pominę>.

(…) Z tym japońskim to dziwna rzecz. Na początku podobały mi się po prostu japońskie Znaczki. Później ułyszałam japońską piosenkę z Kill Billa i zakochałam się w brzmieniu samego języka.  Od wczoraj przeżywam fascynację spokojną, japońską kulturą.   .. Wygląda na to, że im dalej w Las, tym więcej Drzew.

Nic tylko czekać, aż spodobają mi się Żółtoocy Japończycy. ;-)

       dsc00029.jpg

 

:-) sierpień 13, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 9:01 pm

    

       Dżem imbirowo-pomarańczowy wyszedł boski. Dokładnie: 5 malutich słoiczków, i jeden większy. Ma ostry smak i taki sam kolor.

Mama tak na mnie patrzyła, patrzyła,i nagle słyszę, jak zagaja do mojego ojca: “Popatrz, Stasiu, jak naszej Kasi ładnie, jak się tak po kuchni kręci…”  …  … Cwaniara, ma do mnie podejście, bo złapałam się na tym, jak rozważam, czy by czasem nie zacząć częściej gotować …

 

Dżem pomarańczowo – imbirowy sierpień 11, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 4:46 pm

Namiętnie przygotowuję się do weekendu: jutro mam zamiar zrobić dżem pomarańczowo-imbirowy. Składniki wyczytałam w książce, która od pewnego czasu stoi na ladzie w kuchni, koło czajnika do gotowania. Ma tytuł: “Przetwory”.  Dżem był na 1ej stronie, i od razu mi się spodobał. Składniki:

       – 3 duże soczyste pomarańcze
       – 20dag korzenia imbiru
       – 40dag cukru
       – 1 opakowanie środka żelującego 

   Ponieważ hipermarket mam za pasem, zakupy zrobiłam już przedwczoraj, i ukryłam w folii na lodówce. Oczywiście dzisiaj patrzę, i już nie ma jednej pomarańczy. Do jutra muszę zmienić kryjówkę, żeby nie pożarli też korzenia imbiru.

Zadania na jutro:

  • dokupić Pomarańczę
  • wymyślić fajne słoiczki na dżem

Załatwione. Niedzielę więc mam z głowy ;-)

(więcej…)

 

Tete a tete z dentystką sierpień 7, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Codzienność z Chi-Chotem ;-D — Wiesia @ 5:35 pm

Siedzę w MF, żuję gumę, i kondensuję się jak mleko. Dla rozrywki, postanowiłam zadzwonić do Dentystki.

@@  

    – Dzień dobry, pani doktor, tu Kasia.
   – O… Kasia! ;-)  
   – Co tam dobrego u Pani?
   – A….. powolutku.  Jadę teraz do brata, do Gdańska, trochę sobie nad morzem poodpoczywam.. Nie będę jechać na żadne wczasy, ani do sanatorium, bo znowu będzie tak jak ostatnio, że prawie by mnie w więzieniu zamknęli…
   – A tak, pamiętam, miała pani pokój z koleżanką, i nie mogła pani z nią wytrzymać…
   – A daj mi spokój, gdzie to, cały czas gadała, co to jej robili, nie mogłam spać, co to mi za przyjemność, a wiadomo na kogo teraz trafię? Przecież nie mogę wiedzieć.. myślałam że jej krzywdę zrobię z tego gadania…
   – No to nawet i lepiej, że do brata.. przecież Morze wszędzie takie samo….    
   – No właśnie! A jak mi się nie będzie chciało, nie będę się odzywać, i co mi zrobią. Pójdę sobie do teatru, jakiejś rozrywki zażyję, po plaży pochodzę…
   – Po plaży to przecież chodziła Pani niedawno u wnuczka w Irlandii..
   – A gdzie tam, co to za spacery! … Zimno, wodą pryska, a jeszcze z tą moją kulawą nogą… umęczyłam się tylko… Ale co tam u Ciebie? Co z kawalerem?
   – A … nie warto nawet mówić… czuję, że mam już staropanieńskie nawyki, i chyba za dużo wymagam… Przecież nie zakocham się w byle kim… musi mieć pewne cechy… Zresztą ciągle siedzą we mnie myśli o Jednym, a póki one nie miną, nie mam szans pomyśleć o kimkolwiek…
   - … i masz rację. Człowiek wydać się może tylko jak jest młody i głupi, potem to już coraz trudniej. A po co ci ten chłop? Żeby mu obiady gotować i skarpetki po nim zbierać?
   – … no nie… to nie tak … ja jednak chcę, … chcę  faceta, chcę mu gotować obiad….
   – …raz na miesiąc! To może i można.
   – …G. ostatnio dostała pierścionek od K. … za to mamie się to wszystko nie bardzo podoba, bo on ma to dziecko na boku…
   – No i co z tego że dziecko? To i lepiej na starość….
   – No i że wykształcenie nie to…
   – A co ty mi tu gadasz, toć to jest taki, co ma i pięć fakultetów, i cham jest okropny. Przecież to nie od tego zależy, jaki człowiek!
   – … no ale zna pani moją mamę.. ona by chciała, żeby chłopak był wolny, żeby był kawalerem…
   – … królewicza na białym koniu? No to podpowiedz jej, że przecież książę Harry jest wolny…! Niech da do gazety ogłoszenie: CÓRKĘ WYDAM …. A jak nie, to jest jeszcze jakiś książę duński czy szwedzki.. może się i nada.. jak tak szuka królewicza… Kaśka, ty to mi zawsze takich rzeczy naopowiadasz, że… !
   – Kiedy sama pani widzi, że gdzie nie spojrzeć, to wariactwo… Byłam ostatnio u zakonnic ze Św.Anny …
   – … gdzie byłaś? … w Kazimierzu??
   -  Nie, u świętej Anny… -(powtarzam głośniej)- tu, koło Radomska. I one, te zakonnice, przez całe życie za kratami siedzą…
   – A… wiem… Że co? Cały czas za kratami? Ale ogród jakiś mają?
   – Mają, mają, i pracują w tym ogrodzie, i same sobie gotują…
   – A co ty mi tu opowiadasz! Przecież one są odcięte od życia… żadnej odpowiedzialności… to z czego one żyją?
   – … no chyba z ofiar ludzi na kościół… ale one się modlą 8 godzin dziennie i przez kratę ludzi słuchają i mądrze radzą….
   – Kaśka, przestań mi mówić, bo ja już nie mogę! Daj mi habit, wszystko pod nos, i posadź za kratą, to ja ci będę tak mądrze gadała, że… ! Daj mi spokój… ! A o co się one tak modlą?
   – No.. podobno wymadlają urodziny dzieci…
   – Jakich dzieci? Czyich dzieci???
   – Jak pary ich mieć nie mogą, to one podobno pomagają…
   – …Siedzą i … o dzieci się modlą?? Czyś ty, Kaśka, już całkiem ogłupiała? To człowiek, by dzieci podusił, żeby nie mieć kłopotu, a one o dzieci się modlą? Oj, dawno u mnie nie byłaś! Widzę, że ci się już w głowie poprzewracało…
   – Też tak czuję… jak pani wróci, to wpadnę, to mnie pani z powrotem na ludzi naprowadzi…
   - Dzięki, Kasiulka, za telefon, całuję cię!  Jak wrócę, a długo to przecież nie potrwa, bo nie wytrzymam, to przyjedź!
   – Do widzenia, i niech pani porządnie wypocznie!
   – Do widzenia, Kasieńko!  
   
(więcej…)
 

Jestem Fantastką sierpień 7, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:04 am

Chyba przesadziłam z tym piciem ziółek, bo normalnie południe a ja zasypiałam wczoraj na stojąco..

@  Pół weekendu spędziłam na konfigurowaniu MMSów, drugie pół na instalowaniu i odinstalowywaniu Małej Księgowości na nowym laptopie. Z MMSami wreszcie sobie poradziłam, ale co do Księgowości… wątpię bardzo. Wygląda na to, że przesadziłam z optymizmem, zakreślając w urzędzie skarbowym kwadracik: księgowość we Własym Zakresie. 

Jak to ujął swego czasu M. : Ty nie jesteś Optymistką. Ty jesteś Fantastką.

Miał rację.  

 

Pępek Wszechświata sierpień 3, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:42 am

Anka wparowała na stoisko z wielką siatą: paka ziółek nasennych, flaszka syropu na nerwy i książka w kolorowej okładce.

A wszystko przez to, że dzień wcześniej rozgadałam się, że nocami praktycznie nie sypiam. Za to kotłuję się godzinami z moją pomarańczową kołdrą, i co chwilę sprawdzam, która godzina.  

Anka, jak to Anka, od razu znalazła lekarstwo i Zadziałała. Poczułam  się niesamowicie, i wybuchnęłam wewnętrzną wdzięcznością, bo zrozumiałam, że kogoś na tym świecie najzwyczajniej i po prostu, Obchodzę. I jak sobie myślę w tym kontekście o swoim podejściu do Innych, to mi się najzwyczajniej w świecie robi głupio. Ustanowiłam się Pępkiem Wszechświata i wydaje mi się, że jestem bóg wie co. I jeszcze jaką mam pretensję, że nikt tego nie widzi!

Ja chyba Zgłupiałam. ;-) Brrr!