Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Tete a tete z dentystką sierpień 7, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Codzienność z Chi-Chotem ;-D — Wiesia @ 5:35 pm

Siedzę w MF, żuję gumę, i kondensuję się jak mleko. Dla rozrywki, postanowiłam zadzwonić do Dentystki.

@@  

    – Dzień dobry, pani doktor, tu Kasia.
   – O… Kasia! ;-)  
   – Co tam dobrego u Pani?
   – A….. powolutku.  Jadę teraz do brata, do Gdańska, trochę sobie nad morzem poodpoczywam.. Nie będę jechać na żadne wczasy, ani do sanatorium, bo znowu będzie tak jak ostatnio, że prawie by mnie w więzieniu zamknęli…
   – A tak, pamiętam, miała pani pokój z koleżanką, i nie mogła pani z nią wytrzymać…
   – A daj mi spokój, gdzie to, cały czas gadała, co to jej robili, nie mogłam spać, co to mi za przyjemność, a wiadomo na kogo teraz trafię? Przecież nie mogę wiedzieć.. myślałam że jej krzywdę zrobię z tego gadania…
   – No to nawet i lepiej, że do brata.. przecież Morze wszędzie takie samo….    
   – No właśnie! A jak mi się nie będzie chciało, nie będę się odzywać, i co mi zrobią. Pójdę sobie do teatru, jakiejś rozrywki zażyję, po plaży pochodzę…
   – Po plaży to przecież chodziła Pani niedawno u wnuczka w Irlandii..
   – A gdzie tam, co to za spacery! … Zimno, wodą pryska, a jeszcze z tą moją kulawą nogą… umęczyłam się tylko… Ale co tam u Ciebie? Co z kawalerem?
   – A … nie warto nawet mówić… czuję, że mam już staropanieńskie nawyki, i chyba za dużo wymagam… Przecież nie zakocham się w byle kim… musi mieć pewne cechy… Zresztą ciągle siedzą we mnie myśli o Jednym, a póki one nie miną, nie mam szans pomyśleć o kimkolwiek…
   - … i masz rację. Człowiek wydać się może tylko jak jest młody i głupi, potem to już coraz trudniej. A po co ci ten chłop? Żeby mu obiady gotować i skarpetki po nim zbierać?
   – … no nie… to nie tak … ja jednak chcę, … chcę  faceta, chcę mu gotować obiad….
   – …raz na miesiąc! To może i można.
   – …G. ostatnio dostała pierścionek od K. … za to mamie się to wszystko nie bardzo podoba, bo on ma to dziecko na boku…
   – No i co z tego że dziecko? To i lepiej na starość….
   – No i że wykształcenie nie to…
   – A co ty mi tu gadasz, toć to jest taki, co ma i pięć fakultetów, i cham jest okropny. Przecież to nie od tego zależy, jaki człowiek!
   – … no ale zna pani moją mamę.. ona by chciała, żeby chłopak był wolny, żeby był kawalerem…
   – … królewicza na białym koniu? No to podpowiedz jej, że przecież książę Harry jest wolny…! Niech da do gazety ogłoszenie: CÓRKĘ WYDAM …. A jak nie, to jest jeszcze jakiś książę duński czy szwedzki.. może się i nada.. jak tak szuka królewicza… Kaśka, ty to mi zawsze takich rzeczy naopowiadasz, że… !
   – Kiedy sama pani widzi, że gdzie nie spojrzeć, to wariactwo… Byłam ostatnio u zakonnic ze Św.Anny …
   – … gdzie byłaś? … w Kazimierzu??
   -  Nie, u świętej Anny… -(powtarzam głośniej)- tu, koło Radomska. I one, te zakonnice, przez całe życie za kratami siedzą…
   – A… wiem… Że co? Cały czas za kratami? Ale ogród jakiś mają?
   – Mają, mają, i pracują w tym ogrodzie, i same sobie gotują…
   – A co ty mi tu opowiadasz! Przecież one są odcięte od życia… żadnej odpowiedzialności… to z czego one żyją?
   – … no chyba z ofiar ludzi na kościół… ale one się modlą 8 godzin dziennie i przez kratę ludzi słuchają i mądrze radzą….
   – Kaśka, przestań mi mówić, bo ja już nie mogę! Daj mi habit, wszystko pod nos, i posadź za kratą, to ja ci będę tak mądrze gadała, że… ! Daj mi spokój… ! A o co się one tak modlą?
   – No.. podobno wymadlają urodziny dzieci…
   – Jakich dzieci? Czyich dzieci???
   – Jak pary ich mieć nie mogą, to one podobno pomagają…
   – …Siedzą i … o dzieci się modlą?? Czyś ty, Kaśka, już całkiem ogłupiała? To człowiek, by dzieci podusił, żeby nie mieć kłopotu, a one o dzieci się modlą? Oj, dawno u mnie nie byłaś! Widzę, że ci się już w głowie poprzewracało…
   – Też tak czuję… jak pani wróci, to wpadnę, to mnie pani z powrotem na ludzi naprowadzi…
   - Dzięki, Kasiulka, za telefon, całuję cię!  Jak wrócę, a długo to przecież nie potrwa, bo nie wytrzymam, to przyjedź!
   – Do widzenia, i niech pani porządnie wypocznie!
   – Do widzenia, Kasieńko!  
   
 

One Response to “Tete a tete z dentystką”

  1. Wiesia Says:

    Ad.Ad.
    Dentystkę poznałam osobiście kilka lat temu, gdy przyszłam do niej w bólu, z wielkim, opuchniętym policzkiem.
    Pamiętam, że od razu posadziła mnie na fotel i … po chwili gorączkowo zabrała się za sterylizowanie przyrządów. Widząc, co się święci, poczułam się w obowiązku zakomunikować jej, że właśnie robi mi się słabo.
    Pamiętam, że wtedy machnęła zaledwie ręką w odpowiedzi. A kiedy, na moje, już głośniejsze: -Pani doktor, ja się BOJĘ! – spojrzała, mówiąc: -TYM RAZEM JA TEŻ!, rozbroiła mnie ostatecznie.
    I stał się Cud: Ja, największy w naszej Rodzinie Cykor Dentystyczny, poczułam się w obowiązku nie mdleć, a wręcz przeciwnie, pilnować, żeby to ona nie zemdlała. Dzięki Temu przetrwałam tamtą operację: “rwanie” bez większych komplikacji.

    Od tamtej pory nasza przyjaźń “Od Zęba” trwa niezmiennie od wielu lat, i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest ona blisko 80-letnią staruszką.


Leave a Reply