Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Kill Bill w odcinkach. wrzesień 26, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:38 am

Problemy ze snem powracają. Wracam więc do ziółek i mleka.

W zamian dostaję lepsze nieco wyspanie, ale za to treść snów prześciga się w pościgach, krwawych rzeźniach i innych dziwactwach. Jednym słowem co nocny Kill Bill w odcinkach.

Dzisiaj na przykład, byłam więźniem przeznaczonym na rozstrzelanie w jakimś fanatycznym klasztorze, ale podlizałam się Głównej Dowodzącej, i nad ranem udało mi się uciec. Sceneria i zawrotowa akcji przypominała Szklaną pułapknę 28, z Bruce Williesem w jednej z ról drugoplanowych. Bo Ja grałam tą pierwszo.

 Najgłupsze, że czytałam, że śpi się po to, żeby mózg mógł odpocząć.  

@

Poza tym Lato przeminęło, zbliżamy się do Pełnej Jesieni. Zbieram się, żeby posegregować Zdjęcia, porobić nowe. Jest koło mnie taki zapomniany Bukowy Las.. i w Słońcu, podczas wietrznej pogody, pięknie spadają w nim kolorowe pomańczowo-czerwone liście. Człowiek czuje się jak w nierealnym świecie. Robi wrażenie. Koniecznie muszę to sfotografować ;-) .

@

 

Lea Goldberg i jej wiersz wrzesień 3, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Mądrości — Wiesia @ 6:02 pm

     Dawno, dawno temu przeczytałam jeden wiersz żydowskiej poetki, i od tamtej pory żaden inny nie spodobał mi się bardziej. Czasem, gdy jest mi naprawdę smutno, powtarzam go sobie w myślach, albo piszę go w Wordzie: piszę i kasuję, piszę i kasuję, zwrotka po zwrotce, aż zrobi mi się Lepiej.

To swobodne pisanie, w czystym Nowym Dokumencie Worda, to w ogóle taki mój sposób na smutki; jak skończą mi się wiersze, przechodzę na piosenki. Po ekranie biegną słowa, a ja śpiewam je w myślach. Przy okazji ćwiczę pisanie bezwzrokowe, żeby nie mieć wyrzutów, że kompletnie tracę czas. Miliony razy wszyscy dookoła myśleli, że jestem zawalona pracą na maksa, a ja wypisywałam całe kilometry identycznych zwrotek i zawieszałam się godzinami.  

Zabawne. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam.

Wracając do wiersza.

.
        “W górach Jerozolimy”  
        Rzucona jak kamień między wzgórza, pomiędzy zwiędłe trawy, trawione przez lato,
        milczące i obojętne.
        Posiniały nieboskłon ociera się o skały. Skąd przybył tutaj motyl o miękkich, żółtych skrzydełkach?
.
        Ja, kamień pośród kamieni. Nie wiem, jak starodawne jest moje życie i kto zjawi się jeszcze, 
        obezwładni moje nogi i popchnie, żebym potoczyła się w dół.
        Być może jest to piękno na zawsze uwięzione. Lecz może jest to wieczność, która wolno postępuje.
        Nie wiem.
        Przecież to może być także sen o śmierci i miłości jedynej.
.
        Rzucona jak kamień między wzgórza, pomiędzy ciernie i osty
        – przede mną ścieżka, schodząca ku miastu.
        Wietrzyk, któremu wszystko się podoba, zaczyna muskać wierzchołki sosen i obiegać nieme kamienie.
.
        Wszystkie rzeczy, które były na zewnątrz miłości,
        przybiegają teraz do mnie, są w kole.
.
        Oto krajobraz mądrego starca, który pragnie żyć jeszcze rok, jeszcze rok cały i więcej,
        pokolenie jedno, dwa i trzy,
        jeszcze wieczność.
.
        Ciernie rodzić bez wytchnienia,
        piastować martwe kamienie jak niemowlęta w kołysce, póki nie zasną,
        taić postarzałe wspomnienia,
        jeszcze jedno, jeszcze dwa, jeszcze trzy.  
.
        O,  jak silny jest napór życia u tych, którzy idą ku śmierci.
        Jak wielka i straszna jest namiętność bycia,
        istnienia pomiędzy próżniami -
        jeszcze rok i więcej niż rok, jeszcze pokolenie jedno, dwa i trzy,
        jeszcze wieczność.
.
        Zabłąkałeś się w załomach gór, mały, radosny ptaku. 
        Całą krtań twoją wypełnia
        piosenka dla ukochanej
        serce trzepoce od bezmiernej błogości, której nie stłumią poszarpane skały i ostrokrzewy.
        Blisko jest gniazdo, blisko ona, blisko małe, którym pieśń pomoże w pierwszych lotach.
.
        A potem nagle
        z niebieskich wysokości
        oczy ptaka dostrzegą pustynię,
        usianą wrogim, krzemiennym żwirem.
.
        Ocalcie go,
        ocalcie,
        ażeby jego oczy nie wchłonęły
        wszelkich nieżywych od dawna miłości, miejsc, gdzie pochowano całą radość.
.
        W błękitnej wyżynie,
        w samotnej pieśni serca
        trwa jeszcze ten ptak, zawieszony, uczepiony powietrza
        nie wiedząc, że śmierć można spotkać
        twarzą w twarz.
.
        Jakże to on sam potrafi całe niebo utrzynywać kruchymi skrzydłami ponad pustynią?
        Czy to wielkie brzemię cofa się przed siłą śpiewu?
.
        Tak samo i moja miłość, teraz górująca nad wierzchołkami i nad zwaliskami, nad przepaścią cierpień,
        utraci swą pieśń któregoś dnia,
        uciekną z niej żywe siły
        i spadnie jak kamień.
.
                                                                 Lea Goldberg
 

Lampa z Dyni wrzesień 2, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 8:41 am

G.wyje w swoim pokoju “God you don’t believe me …” , na dole słychać tłuczenie garami, a ja sprawdzam w piekarniku, czy Dynia już jest gotowa. Na razie ciekną z niej jakieś bliżej nieokreślone soki..

Dziś, jak  w amoku, podśpiewując: “Total Eclipse of the Heart”, wstałam o szóstej i zaczęłam wydrążać Dynię:  skorupa – na lampę, środek – na zupę. Koło ósmej uwierzyłam w siebie; zupa wyszła mi WY-BOR-NA. Normalnie Popisowy Numer.

- Kasia, bo chyba Dynia już! Bo się pali! – mama krzyczy do mnie z dołu, więc zbiegam w przerażeniu. Nie na darmo pół świtu wydrążałam w niej dziury, żeby teraz poszła mi z dymem. 

(…) hmnn. Dziwacznie to warzywo wygląda, ale nie zapeszajmy. Nawet, jak powstały na niej jakieś brązowe palmy, to zawsze mogę je zgonić na Efekt Artystyczny. Gorzej, bo widzę, że jakby .. osiadła…

dynia.jpg 

Nie zapeszajmy, nie zapeszajmy!

 

Prezent z Ciechocinka wrzesień 1, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 7:43 pm

Moi rodzice, po parodniowej libacji w Ciechocinku, przywieźli mi paczkę pierników i półlitrową butelkę napoju o nazwie Ług.

Dzięki bogu, że nie chciała się tak łatwo odkręcić, i zmuszona byłam uważniej popatrzeć na etykietkę.

Patrzę więc, czemu to cholerstwo się nie odkręca, <a ja tu zapchana piernikami  nie mam czym popić > patrzę, a tam tak:

     Ług Leczniczy
     do przyrządzania kąpieli solankowych
     Sposób użycia dla Dorosłych:
        - 1 butelka Ługu
        – 3 kg Szlamu
     rozpuścić w 100ml wody (…) dla Dzieci połowę tej ilości (…)

A bym się napiła!