G.wyje w swoim pokoju “God you don’t believe me …” , na dole słychać tłuczenie garami, a ja sprawdzam w piekarniku, czy Dynia już jest gotowa. Na razie ciekną z niej jakieś bliżej nieokreślone soki..
Dziś, jak w amoku, podśpiewując: “Total Eclipse of the Heart”, wstałam o szóstej i zaczęłam wydrążać Dynię: skorupa – na lampę, środek – na zupę. Koło ósmej uwierzyłam w siebie; zupa wyszła mi WY-BOR-NA. Normalnie Popisowy Numer.
- Kasia, bo chyba Dynia już! Bo się pali! – mama krzyczy do mnie z dołu, więc zbiegam w przerażeniu. Nie na darmo pół świtu wydrążałam w niej dziury, żeby teraz poszła mi z dymem.
(…) hmnn. Dziwacznie to warzywo wygląda, ale nie zapeszajmy. Nawet, jak powstały na niej jakieś brązowe palmy, to zawsze mogę je zgonić na Efekt Artystyczny. Gorzej, bo widzę, że jakby .. osiadła…
Nie zapeszajmy, nie zapeszajmy!