Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Lea Goldberg i jej wiersz wrzesień 3, 2007

Kategoria wpisu: Codzienność, Mądrości — Wiesia @ 6:02 pm

     Dawno, dawno temu przeczytałam jeden wiersz żydowskiej poetki, i od tamtej pory żaden inny nie spodobał mi się bardziej. Czasem, gdy jest mi naprawdę smutno, powtarzam go sobie w myślach, albo piszę go w Wordzie: piszę i kasuję, piszę i kasuję, zwrotka po zwrotce, aż zrobi mi się Lepiej.

To swobodne pisanie, w czystym Nowym Dokumencie Worda, to w ogóle taki mój sposób na smutki; jak skończą mi się wiersze, przechodzę na piosenki. Po ekranie biegną słowa, a ja śpiewam je w myślach. Przy okazji ćwiczę pisanie bezwzrokowe, żeby nie mieć wyrzutów, że kompletnie tracę czas. Miliony razy wszyscy dookoła myśleli, że jestem zawalona pracą na maksa, a ja wypisywałam całe kilometry identycznych zwrotek i zawieszałam się godzinami.  

Zabawne. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam.

Wracając do wiersza.

.
        “W górach Jerozolimy”  
        Rzucona jak kamień między wzgórza, pomiędzy zwiędłe trawy, trawione przez lato,
        milczące i obojętne.
        Posiniały nieboskłon ociera się o skały. Skąd przybył tutaj motyl o miękkich, żółtych skrzydełkach?
.
        Ja, kamień pośród kamieni. Nie wiem, jak starodawne jest moje życie i kto zjawi się jeszcze, 
        obezwładni moje nogi i popchnie, żebym potoczyła się w dół.
        Być może jest to piękno na zawsze uwięzione. Lecz może jest to wieczność, która wolno postępuje.
        Nie wiem.
        Przecież to może być także sen o śmierci i miłości jedynej.
.
        Rzucona jak kamień między wzgórza, pomiędzy ciernie i osty
        - przede mną ścieżka, schodząca ku miastu.
        Wietrzyk, któremu wszystko się podoba, zaczyna muskać wierzchołki sosen i obiegać nieme kamienie.
.
        Wszystkie rzeczy, które były na zewnątrz miłości,
        przybiegają teraz do mnie, są w kole.
.
        Oto krajobraz mądrego starca, który pragnie żyć jeszcze rok, jeszcze rok cały i więcej,
        pokolenie jedno, dwa i trzy,
        jeszcze wieczność.
.
        Ciernie rodzić bez wytchnienia,
        piastować martwe kamienie jak niemowlęta w kołysce, póki nie zasną,
        taić postarzałe wspomnienia,
        jeszcze jedno, jeszcze dwa, jeszcze trzy.  
.
        O,  jak silny jest napór życia u tych, którzy idą ku śmierci.
        Jak wielka i straszna jest namiętność bycia,
        istnienia pomiędzy próżniami -
        jeszcze rok i więcej niż rok, jeszcze pokolenie jedno, dwa i trzy,
        jeszcze wieczność.
.
        Zabłąkałeś się w załomach gór, mały, radosny ptaku. 
        Całą krtań twoją wypełnia
        piosenka dla ukochanej
        serce trzepoce od bezmiernej błogości, której nie stłumią poszarpane skały i ostrokrzewy.
        Blisko jest gniazdo, blisko ona, blisko małe, którym pieśń pomoże w pierwszych lotach.
.
        A potem nagle
        z niebieskich wysokości
        oczy ptaka dostrzegą pustynię,
        usianą wrogim, krzemiennym żwirem.
.
        Ocalcie go,
        ocalcie,
        ażeby jego oczy nie wchłonęły
        wszelkich nieżywych od dawna miłości, miejsc, gdzie pochowano całą radość.
.
        W błękitnej wyżynie,
        w samotnej pieśni serca
        trwa jeszcze ten ptak, zawieszony, uczepiony powietrza
        nie wiedząc, że śmierć można spotkać
        twarzą w twarz.
.
        Jakże to on sam potrafi całe niebo utrzynywać kruchymi skrzydłami ponad pustynią?
        Czy to wielkie brzemię cofa się przed siłą śpiewu?
.
        Tak samo i moja miłość, teraz górująca nad wierzchołkami i nad zwaliskami, nad przepaścią cierpień,
        utraci swą pieśń któregoś dnia,
        uciekną z niej żywe siły
        i spadnie jak kamień.
.
                                                                 Lea Goldberg
 

Leave a Reply