Historia moich nocnych bezsennych rozmyślanek chyba nigdy się nie skończy. Parę dni było dobrze, a tu znów przystanek. Tradycyjnie więc, wieczorkiem, parzę ziółka. Koło drugiej się wybudzam, gapię w ścianę. Wreszcie włączam TV. Przed świtem zchodzę na dół i grzeję sobie mleko, żeby się nim u-sennić. Nasennić. Przesennić. Mlekiem.
Mleko. Podobno z miodem uspokaja.
Poza tym strzeliłam sobie prawie czarne włosy, po tym jak spodobałam się sobie na tych zdjęciach, co je układam w albumie od miesiąca. Bo jak miałam 3 latka, miałam ciemne. I wyglądałam słodko. @@ No i teraz od soboty mam na głowie ciemne siano, zupełnie nie do okiełznania.
Na początku, co się przypadkiem o siebie zahaczyłam w lustrze, zamierałam z przerażenia: Diabeł, normalnie czarny łeb. Obecnie, po początkowym stresie zaczynam dochodzić do siebie. Do wszystkiego widać można się przyzwyczaić.
@@
Poza tym Codzienność. Porannym marszem w stronę Manufaktury mijam setki zaplutych chodników, i zastanawiam się, jak co dzień: czemu ci faceci tak na nie plują ..?
Niedawno pewien staruszek opowiadał mi o Poznańskim, jak się dorabiał tej Manufaktury. Podobno od zera: wozem jeździł, i ludzi o szmaty żebrał. O ile dobrze zrozumiałam. I jeszcze poopowiadał mi, że wiele w życiu widział. I że zawsze ten będzie miał, kto umie oszczędzać. I że zazdrość między ludźmi jest wielka. Jak mieszkało dwóch takich , co tyle samo zarabiało, i jeden miał na wszystko, a drugi nie miał nic. Bo wszystko przepił. A że pierwszy nie pił, to mieszkanie miał super urządzone. I jak z zawiści ten drugi podkablował tego pierwszego, że niby skąd tyle ma. Aż NKWD zesłało tego, co miał, na Sybir. I jak czasy się zmieniły, i zesłany wrócił, a ten drugi uciekł, bo się bał.
@@
Dla odmiany mam wolny Poniedziałek, więc przyszły Tydzień zacznę od wypoczynku. Co prawda, podobno wypoczywa się dopiero na końcu… ale czyż wszystko w życiu trzeba robić zgodnie z planem?
” Nie. Nawet Margaret Mitchell zaczęła pisać “Przeminęło z wiatrem” od ostatniego rozdziału. “ <cyt. z Interia.pl
>