Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Budda na święta grudzień 27, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 11:31 pm

Święta minęły szerokim strumieniem, Nowy Rok zakrada się nieśmiało, a ja bilansuję się i rozliczam ze starym, wychodząc z lekka na plus.

 Gdyby opisać całą świąteczną komedię, nie starczyło by miejsca i sił.

Osobiście święta dały mi mocno w kość. Zabolało. Mimo czasu ciągle Boli. A już nagłupsza ze wszystkiego jest wciąż podnosząca łeb nadzieja. Jej siła jest dla mnie nie do zbicia. Zupełnie jak hydra: odrąbuję jej jedną głowę, a na miejscu wyrastają od razu trzy nowe.

Aby cośkolwiek z tego zrozumieć zagłębiłam się w buddyzm.

“Na świecie jest cierpienie” - mówi mi budda z Wikipedii. Hmn… Ameryki to on nie odkrył. “Przyczyną cierpienia jest Pragnienie” – dopowiada, widząc moje niezbyt przekonane spojrzenie. 

Dzisiaj już chce mi się spać – ale dobrze, drogi buddo. Wrócimy do tematu.

 

Bilans ostatnich kilku lat grudzień 27, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 11:26 pm

Naszkicowany z grubsza bilans ostatnich 4 lat wygląda rozwalająco:

- setki godzin zawieszenia – przebywania poza czasem i przestrzenią, gdzie dokładnie – nie wiadomo

- setki bezsennych nocy

- setki przepłakanych godzin

- setki przespacerowanych kilometrów i kilka par rozsypujących się butów

- setki modlitw w 95% bezskutecznych

- setki monologów wewnętrznych

- kilkanaście dialogów zewnętrznych

- słowo kretyn powtarzane z milon razy

- słowo kretynka powtarzane milion razy jako reakcja na słowo kretyn

- milardy razy wściekania się na Wewnętrzny Przymus Podążania Ścieżką Intuicji

- … i brak jakichkolwiek rozwiązań mimo to.

..

Wniosek emocjonalny: mam wrażenie, że czegoś się jednak nauczyłam

..

Dodatkowo - Fizycznie: 

- zawiązany na supeł żołądek, który nie omieszka przypomnieć mi się za to w przyszłości < minimum wrzodami, maksimum rakiem >

- przeziębione nerki, tudzież korzonki od za krótkich koszulek

- o wiele, wiele więcej siwych włosów

- bóle zębowe i środki na ból – za to w przyszłości przypomni mi się serce < stawiam na lekki zawał >

- spadek ogólnej ruchawości kości < choć z tym akurat walczę >

- postępujący proces zwapnienia i ogólnego starzenia kości i komórek ciała

..

Wniosek fizyczny: z czasem może być już tylko gorzej :-)

 

Wieża Radości 2007 grudzień 24, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 5:38 pm

http://v1r00z.wrzuta.pl/audio/4OgjCJtvh1/sztywny_pal_azji_-_wieza_radosci_wieza_samotnosci

   I
   Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą   a C F G
   mam parasol który chroni mnie przed nocą
   Oddycham głęboko stawiam piedestały 
   jutro będę duży dzisiaj jestem mały
   Ref.:
   Stawiam świat na głowie do góry nogami     e a
   na odwrót i wspak bawię się słowami         e a
   na białym czarnym kreślę jakieś plany       e a
   jutro będę duży dzisiaj jestem mały          F G a
   II
   Mieszkam w wysokiej wieży ona mnie obroni
   nie walczę już z nikim nie walczę już o nic
   palą się na stosie moje ideały
   jutro będę duży dzisiaj jestem mały 

@@

Smutno, smutno, smutno 

Wigilia 2007

@@

 

krótka Historia o gównie i Okręcie grudzień 13, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Codzienność z Chi-Chotem ;-D, Mądrości — Wiesia @ 10:23 pm

” Przyczepiło się gówno do Okrętu i mówi: płyniemy! “

 

Sylwestrowe Ziarnko Grochu grudzień 12, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 2:47 pm

     Pomimo kilku form aktywności fizycznej, które obecnie namiętnie uprawiam, całość wolnego czasu spędzam przede wszystkim w domu. W tym siedzeniu w czterech ścianach przypominam nieco wykastrowanego kota, któremu niczego w ogóle się nie chce, i który całą swoją aktywność przejawia tylko w obliczu głodu (schodzę na obiad) lub potrzeb fizjologicznych (zwlekam się do ubikacji). Jeśli już wypełzam na zewnątrz  – to w ściśle określonym i przemyślanym celu. 

Poza tym głównie siedzę w zamknięciu.

Patrząc z boku na taką Codzienność, nietrudno dojść do wniosku, że przypomina ona niepokojąco wycinek z dnia osób przebywających za karę w zakładach zamkniętych lub domach wariatów.

Anka się z lekka o mnie w tym kontekście, martwi. Chociaż z drugiej strony, w porównaniu z Anką, mało kto da radę wypaść bardziej żywiołowo. Bo ona to już w Ogóle jest jak Wicher ;-)

***

     To, że najlepiej się czuję we własnym łóżku, które stanowi od Zawsze moje główne centrum dowodzenia, to od dawna znany mi fakt. Widocznie taki mam styl. Zresztą, gdy już potrzebne mi w nim Godziny – Świętego – od ludzi – Spokoju -odsiedzę, zaczynam na powrót przypominać normalnego, zadowolonego z życia, uśmiechniętego człowieka. Więc chyba nie jest ze mną już tak zupełnie najgorzej, prawda?

Żeby nie było jednak za dobrze w moich łóżkowych, kochanych pieleszach, pomiędzy prześcieradłami wyczuwam od niedawna coraz większe Ziarnko Grochu:  Sylwester.

***

Sylwester zbliża się wielkimi krokami, a mnie gęsia skórka przechodzi na myśl, że pewnie będę musiała wyjść do ludzi i jeszcze się przy nich – przez całą (!!!) noc – dobrze bawić. 

Generalnie nie cierpię Sylwestrów, i tylko kilka z nich mogę zaliczyć do naprawdę udanych.

Poza tym zawsze było:

-   albo za zimno, i całą noc wściekałam się indywidualnie lub grupowo na Organizatorów,

-   albo za nudno, bo połowa osób nie przyszła, i za całe Wolne męskie towarzystwo robiło kilka nieudanych podróbek faceta o rozlanych oczach i spoconych dłoniach,

-   albo wszyscy już od progu połączyli się w Pary, i do wyboru w Ogóle Nikt sensowny nie został, a dodatkowo – jak na złość  – didżej wciąż puszczał Kompletne Nieprawdopodobne Muzyczne Dno,

-   albo mój obecny facet gdzieś znikał i wściekałam się na niego przez całą noc,

-   albo mój obecny facet niczego nie zorganizował, i wściekałam się na niego przez cały tydzień przed i po,

-   … albo …

-   … albo w ogóle miałam zły dzień, i choćby najlepiej zorganizowany sylwester, nic pomóc – nie pomagało.

W związku z powyższym - nie dziwota, że jedyną Szczerą ochotą, jaka mnie nachodzi na dźwięczną datę “31 grudnia” jest zapakować się do łóżka, i liczyć, że chociaż Telewizja okaże się miłosierna, i nie zepsuje mi tego dnia do końca.

Niestety. 

Anka mówi, że ostatnio zupełnie dziczeję, i za kłaki ciągnie mnie OUTSIDE. Postanowiłam się jej nie dać.

Będę Twarda. Jak Głaz. ;-)

***

          „ Wicher wieje wicher słabe drzewa łamie, hej

          wicher wieje wicher silne drzewa głaszcze, hej

          najważniejsze to być silnym

          wicher silne drzewa głaszcze, hej ”  

 

Z pozakuluarowych Dialogów z Grzesią :-) grudzień 11, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Najlepsze Książki i Filmy na pochmurne Dni — Wiesia @ 11:01 pm

MAIL WIESI:

ZAMÓWIENIE świateczne: błyszczyk do ust o smaku pomarańczowej Fanty !!! ;-D

MAIL GRZESI:

chcesz i masz:))))))

to kiedy się spotykamy??

Boszsz Wiecha, właśnie mi w jednym teście wyszło ze Cię będę pamiętać przez cale moje życie….

 :)

MAIL WIESI:

:-D D

chi chi

a na Starość zamieszkamy razem jako Dwie Staruszki …. 

w chatce na kurzej stopce….

;D DDD

KIEDY WRACASZ?????

MAIL GRZESI:

… będziemy miały kurze łapki, kurzą ślepotę i kurzą stopkę :) )

na święta wracam!!! a Ty? :) )

już bajdurzę…

i na łyżwy, co?

MAIL WIESI:

ttaaaak na łyżwy Koniecznie ;-D

więc jak Przyjedziesz

Księżniczko

ODezwij się albo Zjaw ;-DD buziaki KATARZYNKA

Chwilę później:  MAIL WIESI:

Grzesiula, mam prośbę:

napisz mi fajne wg ciebie tytuły filmów do obejrzenia??

NAPISZ

NAPISZ

NAPISZ

i weź pod uwagę, że ja Generalnie Niczego dobrego nie widziałam ;-DD Dzięki

W-I-E-Sia

MAIL GRZESI:

Wiecha

a co Cię naszło?? idziesz do wypożyczalni czy ściągasz z internetu? :)

moja lista (niekoniecznie w kolejności od najfajniejszego):

1.ja wiem ze to dziwny film i że go widziałaś, pewnie wszystkie widziałaś już, ale ja ten film kocham:

“podziemny krąg” (fight club) a bradem pitem :) super muzyka na końcu…

2.”plan doskonały” (inside man) – bardzo fajny, sensacyjny i w dodatku w multikulturowym nowym jorku, super muzyka na początku:)

3. seria “battle star gallactica! (to jest sci-fi i jak ja nie lubie sci-fi to to jest SUPER), ze sci-fi jeszcze “raport mniejszości”

4. “wierny ogrodnik” – w afryce się dzieje, sensacyjno obyczajowy

5. “kontrolerzy” – dziwny ale sympatyczny, dzieje się w budapesztanskim  metrze…

6. na święta, słodki ale miło się ogląda: “Wszyscy mówią kocham” (cię)(chyba ‘cię’)… i starszy z Cher: “Syreny”

7. mile rysunkowe: “madagaskar”, “epoka lodowcowa”, no i “shrek”…

8. ostatnio obejrzałam “Babel” – przygnębia ale jest zrobiony na mojej ulubionej zasadzie: kilka historii w jednym i się zastanawiasz co je łączy…

9.w szpitalu wariatów: “lot nad kukułczym gniazdem” i “przerwana lekcja muzyki”… obydwa bardzo lubię… a i jeszcze: “12 małp”…

10. kill bill – no już dawno nic dziwniejszego i brutalniejszego nie widziałam ale cos w sobie ma… (druga część łagodniejsza…)

11.muzyczne: “hair”, “blues brothers”, “cabaret”…

12. starsze: “skazani na Shawshank”, “Memento”,”american beauty”, “zycie carlita” (rewelka, z alem pacino)

13. polskie: “cialo” -w miarę zabawne i “wesele” – zupełnie niezabawne, łukasz chciał puścić anglikom z pracy, bo znalazł ten film w sieci z angielskimi napisami, ale po obejrzeniu zrezygnowaliśmy z pokazu… ale chyba warto zobaczyć…

14. smutek: “requiem dla snu”

no to teraz mi powiedz czy jeszcze mam myśleć, czy wystarczy…

bo te filmy to nie są najnowsze raczej zbytnio….

:)

G.

 

Meble w systemie modułowym grudzień 11, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność, Codzienność z Chi-Chotem ;-D — Wiesia @ 10:53 pm

Dziejsze meble w systemie modułowym to zgroza.

Już przy ich montowaniu człowiek powoli obdzierany jest ze złudzeń: gdy je przywieźli w paczkach, myślałam jeszcze, że to Drewno. Po ich wyjęciu – wyglądały już na Drewnopodobne Panele. Przy ich skręcaniu okazało się, że wytrzymałością przypominają Tekturę, a po tym, jak się obtarł jeden ozdobnie pozakręcany Róg, okazało się, że pod spodem jest Papier.

Dlatego Nigdy w Życiu nikomu nie polecam dzisiejszych szerokodostępnych mebli ze sklepów wielometrażowych: to, że ładnie wyglądają, nawet w części nie zrekopensuje mi wzrostu ciśnienia, który odczuwam za każdym razem przechodząc w ich pobliżu i patrząc na ten Ułamany pomalowany na brązowo Papierowy Róg.

***

     – Co poleca?
     – Stolarz, stolarz i jeszcze raz stolarz.  Li i jedynie.
     ***
 

HA! grudzień 11, 2007

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 11:41 am

HA!

Jestem z powrotem, po długim okresie oczekiwania na powtórne podłączenie Netu, z radością zawiadamiam, że żyję. ;-)

Stam psychiczny: kiepściuchno.  W Powietrzu wisi dziwne Przemęczenie, na które reaguję zamknięciem się w sobie i brakiem jakiejkolwiek – poza podstawową – aktywności. I niech mi nie mówią, że cykle życia człowieka nie zależą od Pogody. Zależą, i to bardzo. A w takie dziwaczne pochmurno-deszczowo-dziwnociśnieniowe Dni Kobiety powinny brać urlopy i wylegiwać się w łóżku z gorącą herbatką w ręku, suto zakrapianą alkoholem. I tak Przynajmniej przez Dwie  < koniecznie przez innych > Pracujące, doby…

Stan fizyczny: równie kiepściuchno. Co nie znaczy, że nie ćwiczę. U mnie Ćwiczeń szpagatowych dzień 29, czyli jutro połowa. Przez ten czas naprawdę niewiele się rozciągnąłam, ale na pewno lepiej to wygląda niż na początku. Jeszcze około miesiąca i zmieniam zewstaw. Na Swój.

Poza tym Łyżwy oczywiście. Chodę zawsze w piątki, i często w tygodniu. Jazdę do tyłu mam już opanowaną, ale tylna przeplatanka jeszcze nie za bardzo mi wychodzi. Ostatnio na Necie wyczaiłam kobietę robiącą tzw.: Trójki, czyli “zmianę kierunku jazdy poprzez zmianę krawędzi łyżew” - i generalnie wciąż ją oglądam, próbując wczuć się w poszczególne elementy. Niestety, widocznie kobiety nie są dobrymi wzrokowcami, bo lepiej mi się uczyć ze słownych opisów. Mimo to Walczę.

I czekam Słońce ;-)