Pomimo kilku form aktywności fizycznej, które obecnie namiętnie uprawiam, całość wolnego czasu spędzam przede wszystkim w domu. W tym siedzeniu w czterech ścianach przypominam nieco wykastrowanego kota, któremu niczego w ogóle się nie chce, i który całą swoją aktywność przejawia tylko w obliczu głodu (schodzę na obiad) lub potrzeb fizjologicznych (zwlekam się do ubikacji). Jeśli już wypełzam na zewnątrz – to w ściśle określonym i przemyślanym celu.
Poza tym głównie siedzę w zamknięciu.
Patrząc z boku na taką Codzienność, nietrudno dojść do wniosku, że przypomina ona niepokojąco wycinek z dnia osób przebywających za karę w zakładach zamkniętych lub domach wariatów.
Anka się z lekka o mnie w tym kontekście, martwi. Chociaż z drugiej strony, w porównaniu z Anką, mało kto da radę wypaść bardziej żywiołowo. Bo ona to już w Ogóle jest jak Wicher
***
To, że najlepiej się czuję we własnym łóżku, które stanowi od Zawsze moje główne centrum dowodzenia, to od dawna znany mi fakt. Widocznie taki mam styl. Zresztą, gdy już potrzebne mi w nim Godziny – Świętego – od ludzi – Spokoju -odsiedzę, zaczynam na powrót przypominać normalnego, zadowolonego z życia, uśmiechniętego człowieka. Więc chyba nie jest ze mną już tak zupełnie najgorzej, prawda?
Żeby nie było jednak za dobrze w moich łóżkowych, kochanych pieleszach, pomiędzy prześcieradłami wyczuwam od niedawna coraz większe Ziarnko Grochu: Sylwester.
***
Sylwester zbliża się wielkimi krokami, a mnie gęsia skórka przechodzi na myśl, że pewnie będę musiała wyjść do ludzi i jeszcze się przy nich – przez całą (!!!) noc – dobrze bawić.
Generalnie nie cierpię Sylwestrów, i tylko kilka z nich mogę zaliczyć do naprawdę udanych.
Poza tym zawsze było:
- albo za zimno, i całą noc wściekałam się indywidualnie lub grupowo na Organizatorów,
- albo za nudno, bo połowa osób nie przyszła, i za całe Wolne męskie towarzystwo robiło kilka nieudanych podróbek faceta o rozlanych oczach i spoconych dłoniach,
- albo wszyscy już od progu połączyli się w Pary, i do wyboru w Ogóle Nikt sensowny nie został, a dodatkowo – jak na złość – didżej wciąż puszczał Kompletne Nieprawdopodobne Muzyczne Dno,
- albo mój obecny facet gdzieś znikał i wściekałam się na niego przez całą noc,
- albo mój obecny facet niczego nie zorganizował, i wściekałam się na niego przez cały tydzień przed i po,
- … albo …
- … albo w ogóle miałam zły dzień, i choćby najlepiej zorganizowany sylwester, nic pomóc – nie pomagało.
W związku z powyższym - nie dziwota, że jedyną Szczerą ochotą, jaka mnie nachodzi na dźwięczną datę “31 grudnia” jest zapakować się do łóżka, i liczyć, że chociaż Telewizja okaże się miłosierna, i nie zepsuje mi tego dnia do końca.
Niestety.
Anka mówi, że ostatnio zupełnie dziczeję, i za kłaki ciągnie mnie OUTSIDE. Postanowiłam się jej nie dać.
Będę Twarda. Jak Głaz.
***
„ Wicher wieje wicher słabe drzewa łamie, hej
wicher wieje wicher silne drzewa głaszcze, hej
najważniejsze to być silnym
wicher silne drzewa głaszcze, hej ”