Wiesia & Grzesia Tube

Blog harmonicznie dysharmoniczny…

Myśl marzec 26, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność, Mądrości — Wiesia @ 10:03 pm

“Wielkości ludzi nie mierzy się wielkością ich zarobków” KL

 

:-) marzec 24, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność, Mądrości — Wiesia @ 8:53 am
     ” Jest taka cierpienia granica,
       za którą się uśmiech pogody zaczyna,
       i idzie tak człowiek, i już zapomina,
       o co miał walczyć i po co. “  :-)

                             Cz. Miłosz 

 

Dzisiaj marzec 22, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:52 pm

Dzisiaj byłam z Mamą pierwszy raz Walentynką w Kłomnicach. I na Jasnej Górze, przed Cudownym Obrazem, oddałam Jej -po Wsze Czasy -w opiekę Tych, których noszę w Sercu. :-)

Zostało Morze ;-D

Wielkanoc 2008 KL

 

Bądź jak Kamień :-D marzec 20, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność, Mądrości — Wiesia @ 5:52 am

http://www.wrzuta.pl/audio/qfAvJYTuSH/krystyna_pronko_-_psalm_stojacych_w_kolejce

**    
     ” Bądź jak Kamień      stój      wytrzymaj
               kiedyś te kamienie drgną
                    i polecą jak Lawina (…)”
                                                        :-D
 

Dwa Drzewa marzec 18, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 9:06 pm

dwa-drzewa.jpg

Mniej więcej w Marcu ubiegłego Roku, a może i wcześniej, narysowałam podobny rysunek, pt. Dwa Rowery. Może to dziwaczne, ale co jakiś czas mam takie rzuty -Obrazy, które Nagle w półśnie pojawiają mi się znienacka Przed Oczyma. Lubię je wtedy w Paint’tcie narysować, by później zastanawiać się, co znaczą. :-D

 

Ranek Historyczny marzec 18, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 6:31 pm

@@

Dzisiejszego
Historycznego
Ranka

Dojechałam Osobiście
Po raz Pierwszy
Sama

do MF.

@@

Po Drodze Powrotnej, Obecnie Ciągle jeszcze dochodzę do siebie ;-D

Eksperyment Innej Powrotnej Drogi ... stanowczo nie wypalił, no i się Zaczęło. Unoszona prądem Rozszalałego Miasta, jechałam przez sam jego środek, jakby w wirze, od skrzyżowań odbijając się bezwolnie jak Piłeczka Pinpongowa na falach oceanu Spokojnego. Najbardziej znane mi od lat Ulice, zamieniły się w Nieznane Rzeki, a skróty, których chwytałam się jak tonący Brzytew, okazywały się na wpół Rozkopanymi Zakazami Wjazdu. Czysty Obłęd! 

Aż w końcu

u kresu moich modlitw

ukazała się jak Słońce zza Mgły

ukochana

Rokicińska! ;-)

Kochana Walentynka! Dała radę, a ja byłam z niej dumna Jak Paw.

walencia.jpg

PS. To serduszko w filiżance ukazało mi się w dniu finalizowania zakupu Walenci *. Po wypiciu kawy rzuciłam kątem oka na dno i .. zdębiałam. ;-D

Nomen Omen!   

* Walentynka -  tak nazwałam swój czerwoniutki samochodzik :-D )

 

Plan Rozjeżdżeniowy marzec 17, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 9:34 pm

@@ 

Ale tak na serio; rozjeżdżam się Świadomie, Konsekwentnie i Według 5 -pkt -Planu:

PLAN ROZJAZDÓW: 

1.  Dziś: sklep Polo w Andre

2.  Jutro: MF

3.  Pojutrze: Kłomnice

4.  Pierwszy Dzień Świąt: wesele w Kampinosie, k/Warszawy

5.  Kolejno: Wyprawa nad Morze

Generalnie po tym Uznam, że Potrafię jeździć. :-D

@@

 

Na Drogę marzec 17, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 10:05 am
    Około szóstej przecieram rozespane oczy i stanowczo siadam na łóżku.
    Oto nadszedł Dzień, w którym postanowiłam samotnie wyruszyć na Drogę.

@@

Niejako zmusiła mnie do tego sytuacja, bo w szczycie uniesienia obiecałam Dentystce, że pojadę z nią na zakupy. Biedaczka, chodzi ostatnio z wielką trudnością, więc każda osoba z samochodem stanowi dla niej istne błogosławieństwo.

Tegoż Ranka z prawdziwą Przyjemnością wbiłam się w Dumę Wielkoczyńcy, i zaoferowałam z Pomocą. Zreflektowawszy się o sekundę za późno, w następnym momencie już obdzwaniałam wszystkich znajomych, usiłując znaleźć osobę, która ze mną pojedzie. Na szczęście Chętnego znalazłam za pierwszym podejściem, i jak się później okazało, był to niezwykle udany wybór. ;-)   

@@

    Na Drodze; Oczy mam wielkie jak spodki, Uszy jak u zająca, a Szyja chodzi na około we możliwe wszystkie stony.
    Cel pierwszy: Kościół.

@@

Kościół dlatego, że blisko, no i że Mama wciąż nie może się doczekać, kiedy zacznę ją wreszcie odbierać z prób przykościelnego Chóru.

< Mama i jej Chór Przykościelny to temat na osobne satyryczne opracowanie. ;-D Nadmienię jedynie, że jego najcharakterystyczniejszym Rysem jest zindywidualizowany (szalony?) Organista, który co czwartek, przetrzymuje to rozśpiewane Piekło do późnej nocy. Nocne piesze powroty Artystycznej, Wymarzniętej (bo w kościele nie ma ogrzewania) Trupy, nie należą więc do przyjemnych; ponieważ jednak Mama lubi się Popuszyć swoim Indorowym Sopranem, wiem, że z Chóru za nic nie zrezygnuje.>  

@@

    Dlatego bezczelnie wbijam się w Ruch, i cała jak Osika, przykładową 50tką, zmierzam w kierunku kościoła.

Na przestrzeni ok. 100m wyprzedzają mnie pośpiesznie trzy samochody. Zdążam tylko zobaczyć ich trzy, pokraczne, rozpędzone, wyprzedzające, Mnie, samochodzie Zady. Gratuluję sobie opanowania po tym, jak ostatni Zad okazuje się tyłem chamsko-turkusowego Malucha.

I o dziwo, bez Otarcia, dojeżdżam do Celu. Kościół.

Przed Kościołem robię radośnie trzy kółka obok plebanii i zajeżdżam z powrotem. Ufff!

W poczuciu Genialności rozbudzam G. , i usiluję ją zainteresować swoimi wyczynami. G. odsypia jednak większą Imprezę, i, chowając się pod kołdrę, każde mi się wynosić. Mam obudzić ją za 2 godziny; nie tracąc Animuszu, potulnie, wychodzę. :-)

 

Senne Migawki marzec 13, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność — Wiesia @ 10:02 pm

STOP – KLATKA: Wielki pokój pełen mnóstwa kolorowych, małych ptaków, ale tak stłoczonych, że nie mogą przez to latać. W powietrzu aż gęsto od piór, skrzydeł i ptasiego furkotu. Kolejne ujęcie: stoję przy wejściu, a ptaki są stłoczone w jeden szary, wielki worek. Worek się rozwiązuje, a mnie coś zaczyna osiadać; zamykam oczy z lekkim obrzydzeniem, ale gdy je na końcu otwieram, okazuje się, że to tylko miliardy kolorowych żółto-pomarańczowych kulek, które spadają na mnie równym strumieniem.

STOP – KLATKA: Razem z samochodem i G. spadamy z mostu do rzeki; modlę się, żeby to był tylko sen, i tak też się dzieje.

STOP – KLATKA:

  Na jakiejś wycieczce próbuję zrobić zdjęcie facetowi, który wygląda niesamowicie egzotycznie, bo pośród długich, czarnych, kręconych włosów zakwitły mu malutkie mandarynki. Później przez cały dzień stoi mi przed oczami jak żywy, a ja zastanawiam się, co też, u licha, ten sen może oznaczać.

WCZORAJSZA STOP – KLATKA: (…) w finale: zaduszam Osobiście i Na śmierć pewnego złoczyńcę, a on rzęzi mi na rękach w zbyt długiej agonii.

PRZED-WCZORAJSZA STOP -KLATKA: G. staje się wcieleniem zła, za wszelką cenę trzeba ją zgładzić; sceneria morska, ciepła plaża późne popołudnie. Pomaga mi ją łapać jakiś facet. Na końcu G. słania się bez sił, ale jeszcze żyje, i wypluwa z siebie płomyki ognia jak bazyliszek.

 

Ps 23 marzec 11, 2008

Zaszufladkowany do: Codzienność, Mądrości — Wiesia @ 6:51 pm

“(…) I choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną (…)”