Kwietniowy poranek, Sms od Beci ( siostrzyczki ) :
” Śniło mi się, że byłyśmy w 3 gdzieś nad jeziorem i Powiedziałam : osobno nie znaczymy nic, ale razem możemy zdziałać wszystko
miłego dnia
siostrzyczki! “
Kwietniowy poranek, Sms od Beci ( siostrzyczki ) :
” Śniło mi się, że byłyśmy w 3 gdzieś nad jeziorem i Powiedziałam : osobno nie znaczymy nic, ale razem możemy zdziałać wszystko
miłego dnia
siostrzyczki! “
No i może jeszcze melodramatyczny cytat z “Miłość Peonii” Lise See:
“Źródło miłości pozostaje Nieznane, lecz uczucie to z czasem nabiera głębi. Zdarza się, że za jego sprawą Żywi Umierają, a Zmarli Wracają do Życia. Miłość nie jest miłością w pełnym rozkwicie, jeśli ten, kto nosi ją w sercu, nie jest gotowy za nią umrzeć, albo jeśli to uczucie nie jest w stanie przywrócić do Życia tego, kto umarł. (…) “
Zakochałam się w U2 po raz drugi, ósmy i dwudziesty. Wzlatuję i wzlatuję, i ciągle mi mało.
@@
Tymczasem, zajadam popołudniowe frytki z majonezem i zamyślam się nad organizacją dzisiejszego Wieczoru. Po porannych Biegach czuję się jak młody bóg.
Pogoda przecudowna, Słońce przeogromne, a zapowiada się jeszcze ciekawiej.
Oczywiście w TV, jak zwykle, nic ciekawego nie ma, więc wariant leżeniowo/jedzeniowy odpada. Książkę pożyczoną też mam jakąś wyjątkowo Denną: bohater = policjant, przegadał już o pierdołach ze trzy rodziały, i wciąż nie zapowiada się na akcję.
@@
Zostaje mi … no właśnie, co Mi zostaje? (..)
Hmn.
Hmn.
.. Może jednak ta książka się Rozkręci
Dzisiaj Generalnie lekko padam, bo wczoraj zaliczyłam pieszo całą drogę z Andre do MF, a raczej odwrotnie, czyli około 15 kilometrów.
Pogoda była tak piękna, że nie mogłam się oprzeć, i już po chwili przedzierałam się jakimiś Polami, Zagajnikami i Laskami, z mp-kiem na uszach i okularami na nosie, przez bite trzy godziny.
O dziwo, tuż obok głównej Trasy, Łódź wygląda niesamowicie Zielono i Pięknie. Wydawało by się, że żyjemy wśród blokowisk i zamurowań … a wystarczy przejść się sto metrów dalej, aby zobaczyć zupełnie inną Perspektywę.
A najlepiej ze wszystkiego, oprócz Zapachów, podobają mi się ..
.. zamknięte jeszcze, całe w pąkach – Kasztany. Mają taką w sobie Siłę, że …. zdumiona stałam w polu i patrzyłam na nie z rozkoszą. Prawdziwa Wiosna!
Ostatnio mam zaszczyt rozmawiać z bardzo ciekawą Męską Istotą, i dowiaduję się o sobie zupełnie nowych rzeczy. Co prawda nie mam pewności, czy ta znajomość jest kojąca w obie strony, no ale mnie Koi.
Istota posiada Wachlarz Cech, na które Patrzę i o których Słucham z takim mniej więcej Zdziwieniem, z jakim patrzyła bym w Noc Świętojańską na świeżo ukazujący mi się z za krzaka Kwiat Paproci.
I wniosek mam jeden: jeżeli to nie Miraż, i na świecie Naprawdę są tacy Faceci, to naprawdę, Kobiety. Warto żyć.
!@@
1. Poza tym zrobiłam meksykańskie “taco” i czegoś tak ostrego nie jadłam w życiu. Mimo przejedzenia się nim wieczorem, już od rana przygrzewam kolejną tortillę.
2. Uwielbiam mieć wolne w dni robocze, bo świadomość, że cała reszta populacji wstała na ósmą i wegetuje przy klawiaturach, dodaje mi dodatkowego Smakowitego Poczucia Wypoczynku.
3. Jakby nie było, zbliża się LAto, pachnie malinami, i obiecuje lepszą pogodę. Na kawałek majowego weekendu zamierzamy pojechać do Kłomnic, porobić trochę planów i porządków. Teraz, z samochodem, odległość cudownie się zmniejszyła, i wydaje się to tak realne i proste jak nigdy.
4. A na weekend Istota obiecała mi towarzystwo, więc poddam ją kolejnej, skondensowanej dawce swojej paplaniny. Po czym, zupełnie rozluźniona, ponownie zagłębię się w kolejny Kwietniowo- Mglisty, Roboczy, Poniedziałek.
Ostatnio wyrosły mi Prawdziwe Paznokcie. Nie takie łamliwe i cienkie, jak zwykle, tylko ogromniaste, przydługie szpony. Podkarmiam się od 3 miesięcy witaminą a i e, na co prawda zupełnie coś innego, a tu – efekt uboczny. Szpony.
.
Poza tym pogoda nudnawa, majowy weekend zapowiada się w pracy, i tak mnie kusi zrobić coś Innego, Szalonego, nie -z gruntu -przemyślanego, że hej.
Na przykład marzy mi się iść na spacer w środku nocy, odważyć się przejść obok lasu, i poznać jak wygląda świat o zupełnie innej godzinie niż zazwyczaj. Niestety, jak wiadomo, gdy tylko zapada półmrok, moje myśli jak zaczarowane ulatują – li i jedynie Zawsze – w stronę Snu.
@
Dziwnym zbiegiem okoliczności Ostatnio wokół mnie wysypał się Worek z Horrorami.
W fimie, książce i we śnie wciąż napotykam się na Horror. Horrory lgną do mnie na jawie i w snach.
Mając kilka nowych filmów do wyboru, podświadomie wybieram ”Oko”, a jedyną fajną premierą wydaje mi się “Nieodebrane połączenie”. Jakieś, normalnie, Przyciąganie, bo to samo jest z Książkami: nawet w chwili Obecnej obcuję z jakąś horrorzastą, o tytule nie do zapamiętania.
Chłonę to wszystko, bo ciekawa jestem końca tych filmowych i książkowych historii, a co straszniejsze sceny oglądam przez -z dłoni zrobioną – Lornetkę. Zupełnie jak trzylatka.
@@@
Za to w nocy standardowo palę świato na schodach od strychu, Strachliwa niebywale.
Najgorzej, jak zachce mi się akurat podczas takiej strachliwej Nocy do łazienki. Czekanie, aż “za potrzebą” wstanie któryś z rodziny, i pierwszy zapali światło, nie należy do przyjemnych. Oczywiście, w takie noce w domu jak na złość panuje absolutna cisza i wszyscy śpią snem wiecznym do białego rana.
Koło trzeciej zwykle zbieram się w sobie i na wdechu przelatuję całą drogę do łazienki, w Finale dosięgając kontaktu. Zaiste, jak trzylatka.
Dzięki bogu że obok mnie są Schody na strych. Sącząca się z nich poświata od biedy mnie uspokaja, a są na tyle daleko od pokoju G., że nie wstaje wściekła w środku nocy, że ją razi świało.
W ogóle G. jest w tych sprawach odważna jak Herod. Kiedyś nocowaliśmy w jednym domku na końcu świata, w Justynowie, i to, co tam przeżyłam, można przyrównać tylko do bliskiego spotkania n-tego stopnia. Koszmar: Pustkowie, Obcy dom, Pusty dom, Ciemna noc (…) . A G. spała sobie w najlepsze, na moje błagalne prośby o Światło i Pogadanie tylko przewracając się, co i rusz, na inny bok. Myślałam, że do rana wyjdę z siebie.
A ona wstała wypoczęta, jak po nocy w salonie SPA.
Uchch! Wypominam jej tamtą noc aż do dziś. :-D
Obecnie, po zrobieniu ponad 1000 km na trasie, zaczynam postrzegać Świat w iście innych kolorach, niż przed paroma dniami. Byłam nad Morzem.
@@
Przed Trasą.
Przed A-1 przestrzegali mnie wszyscy, kto żyw. Do świeżo upieczonego Kierowcy, można jednak mówić, co się chce; i tak jest tak Rozmarzony, że -w ogóle -nie odbiera na racjonalnych falach. Tak samo i mi umknęło Racjonalne Sedno Ostrzeżeń i wypowiedzi, i tylko niemo dziwiłam się, czemu niektórzy -już za sam Pomysł Wyjazdu -poczytują mnie sobie za Bohatera.
Na Trasie.
Dotarło to do mnie tuż za Zgierzem, kiedy to zamiast szerokopasmowej Autostrady ( na którą czekałam, i co do której byłam święcie przeświadczona, że nastąpi ) wciąż i wciąż jechałam jedną i tą samą, kiepskawą, bezczelnie -wąską, Ulicą, tylko z nazwy -Zwaną -Trasą.
W ”Trasie”.
Całą drogę, w tą i z powrotem, jedynym tytułem jaki przelatywał mi przez myśli było: “Ze śmiercią jej do twarzy”. NA widok ciężarówki instynktownie skręcałam w stronę osi jezdni, bo – od niej – podmuchy prawie że unosiły mnie w powietrzu. Co się rozpędziłam, zaczynał się kilkumetrowy obszar zabudowany. Na koniec zaczęło się ściemniać z deszczem, i zrozumiałam, że zbiera mi dobrze tylko lewa wycieraczka. Ciężarówki huczą wciąż, a ja próbuję odczytać smsa. Rowerzyści zlali się z poboczem, i po tym, co przeżyłam wyprzedzając jednego … obiecuję sobie, że Nigdy -Tak -Więcej.
Normalnie, komunikacyjny obóz przetrwania i jeszcze więcej. Niezapomniane przeżycia Gwarantowane
Morał.
“Gdyby prawo jazdy dawali na trasie A1, odsetek dobrowolnie rezygnujących z posiadania samochodu drastycznie by się podwyższył.” KL
@@
Na serio jednak – wypoczęłam. Otworzyły mi się jakieś inne klapki w głowie, Klapki Wypoczynku podejrzewam, bo już tak dawno z nich nie korzystałam, że chyba to jednak One.
Nadmorskie Krajobrazy są porażająco piękne, a ja kocham szczególnie Drzewa. Chodziliśmy więc kilometrami po Lasach, pełnych Sarenek i Jezior z Kormoranami, pośród Piasku, Wydm i Sosen, długich i karłowatych, a w dali szumiało Morze i Rybacy zawijali do portów. I gdyby nie ta piekielna A1-POWROTNA wisząca nade mną, czułabym się jak na obrazku w Raju Edenu.
Co by jednak nie było, zostawiłam swoją starą skórę, zwinęłam się w kłębek na przednim siedzeniu i … przejechałam. Odsypiać mam zamiar do przyszłej Soboty. ;-D