Słońce wygląda przez okno, kot i pies obserwują się w przedpokoju bo ciągle się nienawidzą, czytam sobie o podcinaniu krzewów winogron i zamyślam nad praniem dywanu.
Kociak raz po raz wynajduje jakieś dziwne rzeczy i turla nimi całymi godzinami hałaśliwie po dywanie. Aż mi się coś robi, gdy ten rzegot o poranku wbija mi się w mózg.
Zapisałam się bezlitośnie na studia, więc rok niezapomnianych weekendów mam zapewniony.
Poza tym kosmetyczka kazała mi się kremować kremem pod oczy. Ot takie sobie metafoyczne przemijanie
.