Mija grudzień przyjacielsko, ostatnimi czasy przeleżałam domowo.
Imię nadał Mężuś, jak tylko Go na zdjęciu zobaczył: Kacper. Nawet, nie powiem, mi się podoba. Pooglądaliśmy sobie później jego skoki na usg, i tak rodzinnie się zaczyna robić
choć do finału jeszcze daleko. Zapowiada się Bliźniak
Wydawało mi się, że w nadmiarze czasu porobię wszystkie zaległe sprawki, pouczę się na maksa, ale wyszło z tego wielkie Gie. Nie sądziłam że można tak paskudnie się czuć.
Pocieszam się tym, że najgorsze już chyba za nami. Ostatnio nawet udało mi się u teściów zjeść obiad, bo do tej pory żywiłam się powietrzem i gruszkami.
Tak więc pomieszkujemy sobie kątem u teściów, i przez zimę nigdzie indziej się nie wybieramy. Może Wiosna przyniesie świeże wiatry i rozwiązania.
Za to u Beci już dni 3 zostały, termin ma na wigilię, i wszyscy się zastanawiamy czy przenosi, czy nie. Figurkę ma ładną, podejrzewam że po babci. Jak przenosi to będą z jednego roku .. ale wolałabym nie.
Uff, do czego to doszły rodzinne rozważania. Jak to się nagle tłoczno zrobiło … hihi.